Przykłady pociągają

Może powinniśmy się zacząć przyzwyczajać do muzyków mówiących, nie tylko grających? Koncert przestaje być samą prezentacją utworu i pokazem umiejętności, a staje się wprowadzaniem słuchaczy w świat wykonywanej muzyki.


fot. Ł.Rajchert


Nie, nie odpuszczę sobie tej uwagi. To była po prostu ucieczka. Wydarzenie niewątpliwie kulturalne, skoro zrobione z okazji Kongresu Kultury, wypchnęło Wratislavię Cantans z Ostrowa Tumskiego. Podczas gdy zwabiony fajerwerkami nieprzebrany tłum wlewał się na odrzańskie wyspy, przedzierałem się pod prąd do kościoła Marii Magdaleny, dokąd przeniesiono występ oboisty Nicholasa Daniela. Ucieczka pomogła o tyle, o ile – wybuchy ogni sztucznych i tak wstrząsały koncertem. Organizatorzy oprawy artystycznej Kongresu mają szczęście, że nie widzieli spojrzenia, które muzyk rzucił w kierunku rozbłysków w oknach, gdy czekał na możliwość rozpoczęcia gry. Co, że mogli widzieć, mogli przecież przyjść na recital? Oczywiście, mogli.

Tymczasem – w zdecydowanie kameralnym gronie – Daniel dał koncert po prostu rewelacyjny. Co należy rozumieć w sensie dosłownym, bo jak często ma się okazję słuchać przez godzinę oboju solo? Było to rzeczywiście objawienie – może nie urody instrumentu, która przecież jest znana, ale jego możliwości wyrazowych, plastycznych, narracyjnych, odkrycie repertuaru. Oczywiście, znane są Metamorfozy Brittena, ale nigdy nie przychodziło mi na myśl, by wyobrażać sobie fletowe Sonaty i Fantazje Carla Philippa Emanuela Bacha oraz Telemanna w brzmieniu obojowym. Brzmieniu wyrazistym, ciepłym, ale jednocześnie bogatym i swobodnie modulowanym, od najsubtelniejszego pianissimo, po trąbkowe niemalże forte. Brzmieniu łagodnym albo kontrastowym, którym instrumentalista ożywiał cały wachlarz uczuć zawarty w tej empfindsamerstilowej muzyce. Nicholas Daniel ułożył swój występ trochę jak misteryjne widowisko, co tym bardziej podkreślało niecodzienność sytuacji. Wchodził na estradę od drzwi wejściowych: idąc przez całą nawę główną grał, na rożku angielskim, tęskne solo pastuszka z III aktu Tristana i Izoldy. Koncert zakończył wychodząc wraz z ostatnią wariacją Folii Marina Marais, oczywiście we własnej aranżacji. Każdy utwór poprzedzał krótkim komentarzem. Ten słowny kontakt z publicznością był wspólną cechą obu recitali, których wczoraj miałem okazję wysłuchać. Wybrałem się bowiem i do małego kościoła w Jelczu-Laskowicach, gdzie Suity Bacha, Regera i Brittena grał Pieter Wispelwey. Grał dynamicznie, klarownie, pięknym, pełnym, ciemnym brzmieniem, czytelnie prowadząc głosy i nie stroniąc od wirtuozerii, choć nigdy nie stanęła ona przed narracją, plastyką i architekturą muzyki. Poza absolutnym mistrzostwem, kolejnym objawieniem znowu okazała się umiejętność nawiązania kontaktu z publicznością. Z pewnym lękiem myślałem o tym, jak przyjęte zostaną trzy spore utwory na wiolonczelę solo, zwłaszcza że program zamykała percepcyjnie najtrudniejsza z nich Suita Brittena. Jednak pomyślał o tym także artysta. Po zagraniu kolejno Suit G-dur Bacha i Regera (krótsza i efektowna), zwrócił się do publiczności: „Good evening”. Po czym zaczął pokazywać konstrukcję czekającej nas teraz Suity Brittena: retorykę wypowiedzi pierwszej części, przemyślny sposób zbudowania fugi, drapieżność scherza, „martwą melodię” Andante, wreszcie finałową Ciacconę. Ze swobodą, swadą, humorem – publiczność nie tylko została kupiona, ale śmiało mogła zmierzyć się z Brittenem, rozumiejąc, co tu jest ciekawego. Sukces ogromny.

Dwa recitale, oba mimo wszystko nietypowe, oba rozegrane w podobny sposób i oba z podobnym skutkiem. Przewertowałem w pamięci różne koncerty z ostatnich lat – i tak, rzeczywiście, może powinniśmy się zacząć przyzwyczajać do muzyków mówiących, nie tylko grających? Koncert przestaje być samą prezentacją utworu i pokazem umiejętności, a staje się wprowadzaniem słuchaczy w świat wykonywanej muzyki. Oczywiście, słowo na koncertach istniało zawsze, ale kto poda je lepiej, niż sam muzyk, wspierający się swoim instrumentem? To nie „słowo o muzyce”, zewnętrzny komentarz, to uwagi praktyka, poparte przykładem. Verba docent, exempla trahunt.


Jakub Puchalski – krytyk muzyczny, współpracownik „Tygodnika Powszechnego”


Powiązane koncerty
 
Nicholas Daniel – recital (obój, rożek angielski)
09.09, 21:30
Wrocław, Katedra Polskokatolicka św. Marii Magdaleny, ul Szewska 10
 
 
Pieter Wispelwey – recital wiolonczelowy
10.09, 21:00
Wrocław, Kolegiata Świętego Krzyża i św. Bartłomieja, pl. Kościelny
 
Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans
50-106 Wrocław, Rynek 7, Pasaż pod Błękitnym Słońcem
tel. (+4871) 330 52 10, 330 52 11, fax 330 52 12
e-mail: office@wratislavia.art.pl