Na Marię Magdalenę i orkiestrę

Przesiadując na koncertach Wratislavii Cantans od ćwierćwiecza, wiem dobrze, że możliwość słuchania kończy się za amboną. Od lat też zastanawiam się, jak brzmiałby kościół Marii Magdaleny, gdyby udało się połączyć średniowiecze z nowoczesnością – na sposób średniowieczny zawieszono by na ogromnych płaszczyznach ścian grube tkaniny, a nad wielką orkiestrą założono by ekran akustyczny, by dźwięk nie gubił się od razu pod niebiosami sklepień.


fot. Ł. Rajchert


Posadzono mnie wprawdzie w pierwszych rzędach, ale nie w środku, lecz po prawej stronie studni. Przede mną wystawał ostatni pulpit kontrabasów, rozpoczynających III Symfonię Góreckiego. Jak zawsze w takiej sytuacji – reszta orkiestry oddala się: głos skrzypiec zza filaru dolatuje jak z innej sali.

Nie szkodzi, i tak chciałem wędrować po kościele. Z prawej nawy przesiadłem się na skraj środkowej. Obraz wyrównał się, choć oczywiście płynął spod ołtarza ciągłym strumieniem, topiąc szczegóły poprzedzającego Symfonię Grave Lutosławskiego. Przeszedłem do tyłu, potem do lewej nawy (lepiej słuchać orkiestry od strony skrzypiec, niż kontrabasów) – filar bliższy, filar dalszy. Nie pokuszę się więc o porównanie wczorajszej interpretacji Symfonii pieśni żałosnych Góreckiego – głównego punktu programu koncertu Orkiestry Filharmonii Wrocławskiej – z interpretacją sprzed kilkunastu już lat, którą w tym samym kościele również dał Jacek Kaspszyk. Jedyne, co powiem, to że tempa były jeszcze wolniejsze, a śpiewającej Ewie Vesin tym trudniej było połączyć długie dźwięki w spójną frazę. A może się mylę? Poprzedni koncert dokumentuje płyta – i przez lata to ona ukształtowała moją pamięć tamtego wykonania. Tymczasem nagranie w kościele św. Marii Magdaleny to zupełnie inna sytuacja, niż słuchanie koncertu: kierunkowe mikrofony utrwalają to, co grają muzycy, a nie to, co wraz z nimi „gra” gmach kościoła. Słuchacze siedzący w ławkach doświadczają muzyki zupełnie inaczej, niż siedzący przed głośnikami: mają przed sobą orkiestrę, której dźwięk idzie w górę na 20 metrów, odbija się od kamiennych sklepień i majestatycznie wraca ceglano-szklanym wąwozem nawy głównej. Posuwając się w głąb kościoła, stopniowo oddala się i zaciera w nieskończoności odbić – słuchanie orkiestry z piątego czy szóstego przęsła przypomina przyglądanie się jej przez odwróconą lunetę. Jednocześnie niższe o połowę nawy boczne przechwytują i wzmacniają fragmenty brzmienia, potęgując chaos.

Przesiadując na koncertach Wratislavii Cantans od ćwierćwiecza, wiem dobrze, że możliwość słuchania kończy się za amboną – dalej dźwiękiem rządzi przypadek. Powolna i minimalistycznie operująca możliwościami orkiestry III Symfonia Góreckiego na szczęście i tak wyjątkowo dobrze godzi się z otchłanną akustyką: oceaniczne falowanie tej muzyki pozwala utworowi przetrwać.

Od lat też zastanawiam się, jak brzmiałby kościół Marii Magdaleny, gdyby udało się połączyć średniowiecze z nowoczesnością – na sposób średniowieczny zawieszono by na ogromnych płaszczyznach ścian grube tkaniny (przecież gotyckie kościoły nie były białe i puste, czym epatują dzisiaj), a nad wielką orkiestrą, która niestety musi zasiadać w prezbiterium (przed wiekami muzycy grali z empor, co naprawdę wszystko zmienia), założono by ekran akustyczny, by dźwięk nie gubił się od razu pod niebiosami sklepień.

Gdyż kubatura jest tylko połową problemu – drugą są duże, niewytłumione powierzchnie. Kolega, który usiadł z tyłu na cudownym recitalu skrzypcowym Rachel Podger w kościele św. Krzyża – najpiękniejszej gotyckiej budowli w tej części Europy (ktoś twierdzi inaczej?) – zmęczony otaczającym go ze wszystkich stron brzęczeniem, w jakie zmienił się ciepły, miękki dźwięk barokowego instrumentu, wyszedł w połowie koncertu. Na wczorajszym recitalu Henninga Kraggeruda z Sonatami Ysaÿe’a spotkaliśmy się już w rzędzie bliskim skrzypkowi, który zresztą ustawił swój pulpit pomiędzy rzędami ławek. Dźwięk instrumentu i tak monumentalizuje się, zyskując echo i kilkusekundowym pogłosem zacierając tak ważną w muzyce Ysaÿe’a (i tak starannie realizowaną przez skrzypka) artykulację, jednak z tej odległości przynajmniej nie ma wątpliwości, czego się słucha. Wrocławska Sainte-Chapelle, strzelający w niebo swymi smukłymi oknami grobowiec Henryka Probusa, jest wprawdzie niezwykłym, ale wcale nie łatwym miejscem do koncertowania. Można się będzie jeszcze o tym przekonać podczas występu Pietera Wispelweya. Ciekawe, jak sprawdziłby się w tej roli dolny poziom świątyni – znacznie niższy kościół św. Bartłomieja?


Jakub Puchalski (Tygodnik Powszechny)

Powiązane koncerty
 
H. M. Górecki – „Symfonia pieśni żałosnych”
08.09, 19:00
Wrocław, Katedra Polskokatolicka św. Marii Magdaleny, ul. Szewska 10
 
 
Henning Kraggerud – recital skrzypcowy
08.09, 21:30
Wrocław, Kolegiata Świętego Krzyża i św. Bartłomieja, pl. Kościelny
 
Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans
50-106 Wrocław, Rynek 7, Pasaż pod Błękitnym Słońcem
tel. (+4871) 330 52 10, 330 52 11, fax 330 52 12
e-mail: office@wratislavia.art.pl