Oratorium stawia olbrzymie i wielorakie zadania wykonawcom, ale też dostarcza słuchaczom nadzwyczajnych doświadczeń oraz przeżyć estetycznych i religijnych o katartycznym wymiarze. Paul McCreesh najwyraźniej usposobiony, by takie efekty osiągnąć, od początku nadał muzyce żywy bieg, który utrzymał konsekwentnie do końca.
fot. Ł.Rajchert
Mieliśmy oto kawałek sławnych londyńskich Promsów na Wratislavii i zarazem jedyne bodaj na tegorocznym Festiwalu standing ovation. Wielkie oratorium Eliasz Feliksa Mendelssohna-Bartholdy’ego, z solistami, Gabrieli Consort & Players i Chórem Filharmonii Wrocławskiej pod dyrekcją Paula McCreesha – po londyńskiej Albert Hall (i po drodze w lipskim Gewandhaus) zawitało do Wrocławia! To nie tylko tak łechcąca naszą (prowincjonalną) dumę satysfakcja, ale przede wszystkim realny i wymierny rezultat decyzji dyrektora Andrzeja Kosendiaka o podjęciu przed laty współpracy z renomowanym i wpływowym brytyjskim artystą. Ważniejsze jednak jest to, że w odniesieniu do ostatniego koncertu tegorocznej Wratislavii możemy mówić i pisać o światowym standardzie. To był wspaniały finał Festiwalu! Wielka forma oratoryjna, wypełniona estrada i widownia, porywająca kreacja wykonawcza – tego oczekuje zawsze wrocławska publiczność festiwalowa. Takich kreacji, także na światowym poziomie, było przecież w 46-letniej historii Festiwalu wiele.
Arcydzieło Mendelssohna tylko raz było w przeszłości prezentowane na Wratislavii, lecz jedynie w ramach towarzyszącego Festiwalowi Koncertu Uczestników Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjno-Kantatowej w 1984 roku, w studenckiej obsadzie (m.in. z Andrzejem Dobberem jako Eliaszem!). Oratorium to stawia olbrzymie i wielorakie zadania wykonawcom, ale też dostarcza słuchaczom nadzwyczajnych doświadczeń oraz przeżyć estetycznych i religijnych o katartycznym wymiarze. Paul McCreesh najwyraźniej usposobiony, by takie efekty osiągnąć, od początku nadał muzyce żywy bieg, który utrzymał konsekwentnie do końca, nie pozwalając na chwilę wytchnienia, ani wykonawcom (chyba, że pozwolił na to sam kompozytor), ani słuchaczom. Zdarzenia w oratorium Mendelssohna przebiegają zresztą niekiedy w przyspieszonym, niemal filmowym tempie, a muzyka nigdy nie traci wigoru, intensywności wyrazu, urzeka melodyjnością i urodą prostej, sugestywnej harmonii, barwnością instrumentacji. Połączone i współpracujące już od dwóch lat zespoły – Gabrieli Consort McCreesha i Chór Filharmonii Wrocławskiej Agnieszki Franków-Żelazny – brzmiały wyśmienicie, stopione jak jeden organizm. Imponowały potęgą i szlachetnością brzmienia, precyzją i plastycznością w ruchliwych konstrukcjach polifonicznych. Orkiestrę w niełatwej akustyce Katedry św. Marii Magdaleny może nie zawsze dało się należycie ocenić (czyżby intonacja „smyczków” szwankowała?), ale i docenić (jak w wielu ukrytych instrumentacyjnych „smaczkach” i solówkach). We współpracy z solistami i chórem – niewątpliwie była niezawodna.
I na tym tle znalazła się stawka solistów – o nienagannych kompetencjach wokalnych i dramatycznych: mocny, donośny, pięknie brzmiący baryton – Florian Bosch, niezwykle sugestywny jako Prorok Eliasz; ujmujący szlachetnością barwy swego głosu – tenor Robert Murray, a w partiach żeńskich: Lucy Crowe (w zastępstwie za Rosemary Joshua) – dysponująca jasnym, świetlistym sopranem oraz Ann Hallenberg – mezzosopran, artystka o wyjątkowej elastyczności i bogactwie środków wyrazu. Dodać trzeba chórzystki i chórzystów, którym z niezwykłym wdziękiem muzycznym – solo, we dwoje, we czworo, w ośmioro – przyszło zstępować jako Aniołom na ziemię… Poruszające dzieło, mnóstwo wrażeń, wielkie, mocne przeżycia i kreacja, o której długo nie zapomnimy.
Kazimierz Kościukiewicz
Powiązane koncerty |
|
|
F. Mendelssohn-Bartholdy – Eliasz |
| 18.09, 19:00 | |
| Wrocław, Katedra Polskokatolicka św. Marii Magdaleny, ul. Szewska 10 | |






























































