Splendid Isolation

Kiedy myślę o wykonaniach Podger, zawsze powraca słowo „elegancja”. Nie ma żadnych przykrych niespodzianek, czuć, że panuje nad całością. Jej gra jest zawsze bardzo piękna i elegancka. Znajduję w niej lekkość, słodycz, ale też wiele innych smaków.


fot. Jonas Sacks


Piotr Matwiejczuk: Od wielu lat na antenie Programu 2 Polskiego Radia prezentujesz nagrania Rachel Podger. Czy pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z tą artystką?

Magdalena Łoś: Tak, to było w Yorku w 1995 roku, kiedy występowała z The Palladian Ensemble, zespołem, który założyła jeszcze na studiach. Wówczas była wschodzącą gwiazdą, a zespół otrzymał bardzo wiele prestiżowych nagród. Przez jakiś czas działali wspólnie, potem wszystko rozeszło się po kościach. Mam ich pierwszą płytę, którą – muszę przyznać – cenię bardziej, niż najnowsze dokonania fonograficzne Podger. Nie jestem zafascynowana tym, co robi teraz z Brecon Baroque. Wolę granie bardziej solistyczne, wyraziste. Choć na pewno są to interpretacje, do których powraca się bezpiecznie i z przyjemnością.

Pomówmy jednak o solistycznej działalności tej angielskiej artystki. Wiem, że skrzypaczką, którą cenisz najbardziej jest Amandine Beyer, ale do Rachel Podger również masz słabość. Za co ją lubisz?

Za to, o czym już powiedziałem – słuchając jej czuję się bezpiecznie. Wiem, że nie wytrąci mnie z równowagi emocjami, które akurat nie są mi potrzebne. Jej gra jest zawsze bardzo piękna i elegancka. Szczególnie dobrze słychać to w jej interpretacjach wczesnych sonat Mozarta. Jej Bach spełnia podobne oczekiwania. Kiedy myślę o wykonaniach Podger, zawsze powraca słowo „elegancja”. Nie ma żadnych przykrych niespodzianek, czuć, że panuje nad całością. Pamiętam niedawną transmisję radiową jej koncertu z Katalonii. To była muzyka na skrzypce solo Bacha grana w bardzo trudnych warunkach plenerowych. Podczas tego koncertu pokazała takiego Bacha, jaki pasuje do jej temperamentu. To był Bach bardzo taneczny, pogodny, nie rozgrywał się tam żaden dramat. Nawet Ciaccona nie niosła ze sobą tego ładunku emocjonalnego, którego szukam w innych wykonaniach. Nie było tu tej ostatecznej perspektywy, którą często możemy odnaleźć w innych interpretacjach. Jestem bardzo ciekawa, jaka zagra Ciacconę z II Partity d-moll Bacha i Passacaglię Bibera we Wrocławiu. To zresztą dobre zestawienie dwóch utworów opartych na stałym motywie basu ostinatowego.

Kiedy słucham tego, co mówisz, dochodzę do wniosku, że ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że gra Rachel Podger jest mdła…

To nieprawda. Jej gra jest słodka, ale nie przesłodzona. W jej interpretacjach można odnaleźć bardzo wiele niuansów. To nie jest sam „cukier”. Znajduję tam również wiele innych smaków. A poza tym lekkość i zwiewną elegancję. Taką też pamiętam Podger z koncertów w Anglii w latach 90. – najpierw z The Palladium Ensemble, potem z grupą Florilegium. Była przeuroczą młoda dziewczyną (do dziś taka jest!), która grała i poruszała się z wielkim wdziękiem, całe jej ciało tańczyło. Potem przyjeżdżała do naszego radiowego studia jako koncertmistrzyni zespołu Paula McCreesha, a jeszcze później było nagranie koncertów Vivaldiego z polską orkiestrą Arte dei Suonatori. To bardzo piękne nagranie i ciekawa jestem – mam nadzieję zadać jej to pytanie – co wyniosła z tej współpracy, poza tym, że mogła wykonać repertuar, którego nie było jej dane nagrać z innymi zespołami.


Czy twoim zdaniem „bezpieczne i przyjemne” interpretacje Podger odpowiadają temu, co zwykliśmy uznawać za typowe dla Brytyjskich artystów?

Tak, to gra na pewno zdystansowana i w tym sensie potwierdza nasz stereotyp w myśleniu o Anglikach. Jeżeli chcemy utwierdzać się w stereotypach, Podger byłaby dobrym ich przykładem, dlatego, że to wszystko, co słychać w jej grze wcale nie jest wystudiowane. Ona po prostu taka jest. To „Splendid Isolation”.

Rachel Podger będziemy słuchać w recitalu solowym. To piekielnie trudna forma koncertu…

Myślę, że najtrudniejsza. Zarówno dla wykonawcy, jak i dla słuchaczy. Bo jeżeli słuchacz ma odrobinę empatii, musi współczuć skrzypkowi, który stoi. Pianista bezpiecznie siedzi, nie fałszuje, bo ma dźwięki w klawiszach. Wiolonczelista co prawda fałszować może, ale za to siedzi, więc – w pewnym sensie – on i publiczność są partnerami. Natomiast stanąć naprzeciwko całej sali lub wypełnionego ludźmi kościoła z instrumentem, który nie trzyma stroju (pod tym względem barokowe skrzypce to naprawdę wielkie utrapienie!), zmierzyć się z polifonią na instrumencie, który nie jest polifoniczny, z publicznością, która trudniej akceptuje brzmienie skrzypiec, niż fortepianu, i grać przez długi czas – to niemal sportowy pojedynek.

Magdalena Łoś – muzykolożka, krytyk muzyczny, dziennikarka Redakcji Muzycznej Programu 2 Polskiego Radia.



Powiązane koncerty
 
Recital skrzypcowy Rachel Podger
07.09, 21:30
Wrocław, Kolegiata Świętego Krzyża i św. Bartłomieja, pl. Kościelny
 
 
Rachel Podger – recital skrzypcowy
08.09, 19:00
Dzierżoniów, Kościół p.w. Maryi Matki Kościoła, ul. Świdnicka 20
 
Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans
50-106 Wrocław, Rynek 7, Pasaż pod Błękitnym Słońcem
tel. (+4871) 330 52 10, 330 52 11, fax 330 52 12
e-mail: office@wratislavia.art.pl