Źródła stylu Orlando Consort to wielka brytyjska tradycja męskiego śpiewu. Brytyjskie chóry katedralne, które podziwiamy do dziś, powstały przecież w XVI, a niektóre nawet w XV wieku. Partię altu zawsze śpiewali w nich falsetem dorośli mężczyźni.
fot. Emma Brown
Piotr Matwiejczuk (Polskie Radio): The Orlando Consort występował przed laty w Polsce, wywołując ożywioną dyskusję na temat stylu wykonawczego dawnej muzyki wokalnej. Jak zapamiętała pani ich występy?
Ewa Obniska: Prowadziłam wówczas transmisję ich koncertu ze Studia Koncertowego Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego. To zespół, który działa już wiele lat, bo powstał w 1988 roku. 8 lat później wydali słynną płytę z utworami Johna Dunstable’a, za którą otrzymali chyba wszystkie najważniejsze nagrody. To pozwoliło im podpisać kontrakt z Archiv Produktion, oddziałem Deutsche Grammophon. Od tego czasu datuje się ich wielka międzynarodowa kariera. Stylistyka śpiewu Orlando Consort jest w stu procentach angielska, ale nie tylko dlatego, że członkowie zespołu pochodzą z Wielkiej Brytanii. Chodzi mi raczej o tę rdzennie angielską miłość do śpiewu męskiego. Wykonywanie najwyższej partii przez mężczyznę, falsecistę, to zjawisko typowo angielskie.
Interpretacje Orlando Consort są dość chłodne emocjonalnie, bardzo perfekcyjnie strojone, po względem technicznym niezwykle wirtuozowskie, choć nie aż tak wystudiowane jak „komputerowy” śpiew grupy Gothic Voices.
Warto tu wspomnieć choćby The Hilliard Ensemble…
To zresztą jeden z moich ulubionych zespołów. Z grup wcześniejszych trzeba jeszcze wymienić Deller Consort, którego najlepszą częścią była właśnie część męska. Interpretacje Orlando Consort są dość chłodne emocjonalnie, bardzo perfekcyjnie strojone, po względem technicznym niezwykle wirtuozowskie, choć nie aż tak wystudiowane jak „komputerowy” śpiew grupy Gothic Voices. Wirtuozerię Orlando Consort słychać może najbardziej na ich płycie poświęconej muzyce kręgu włoskiej ars subtilior. Z kolei album z motetami Josquina des Prés prezentuje bardziej emocjonalną stronę ich wykonawstwa, do czego przyczyniła się zapewne sama muzyka.
Trudno się dziwić tej wirtuozerii, w końcu zespół tworzy czterech wybitnych solistów.
Czasami, w zależności od repertuaru, kwartet poszerzany jest o jednego-dwóch śpiewaków lub chór. Źródła ich stylu to wielka, nieprzerwana brytyjska tradycja męskiego śpiewu, kultywowana od wieków. Brytyjskie chóry katedralne, które podziwiamy do dziś, powstały przecież w XVI, a niektóre nawet w XV wieku. Partię altu zawsze śpiewali w nich falsetem dorośli mężczyźni, zupełnie inaczej niż w Niemczech, gdzie wykonawcami byli chłopcy. Tajemnica brzmienia The Orlando Consort polega również na bardzo starannym doborze głosów. Mają też bogaty repertuar – od XII wieku i polifonii szkoły paryskiej aż do wczesnego baroku. Ja najbardziej lubię ich nagrania z repertuarem XV-wiecznym. Jest w nich i wirtuozeria, i mądra konstrukcja, ponieważ muzycy ci nigdy nie gubią się w skomplikowanych detalach tej muzyki.
Miałam kiedyś szczęście słuchać organum w paryskiej Sainte-Chapelle. Podziwianie, jak melizmatyczne linie wokalne, wsparte na burdonie, gubią się pod gotyckimi sklepieniami, jest przeżyciem niezapomnianym.
We Wrocławiu będziemy mogli słuchać angielskich śpiewaków w Katedrze Polskokatolickiej św. Marii Magdaleny. To chyba idealne miejsce, by podziwiać paryskie organum.
Tego repertuaru nie powinno wykonywać się nigdy w filharmonii. To muzyka rezonująca, pisana dla katedry Notre-Dame. Miałam kiedyś szczęście słuchać organum w paryskiej Sainte-Chapelle. Zapamiętałam to jako niezwykłe przeżycie i, gdybym była sentymentalna, pewnie popłakałabym się ze wzruszenia. Podziwianie, jak melizmatyczne, wsparte na burdonie linie wokalne gubią się pod gotyckimi sklepieniami, jest przeżyciem niezapomnianym.
Organum nie jest trudne w słuchaniu, bo wcale nie brzmi archaicznie. Odwołuje się do czystej brzmieniowości. I to właśnie jest tak bliskie muzyce naszych czasów. Podobną sonorystykę znajdujemy dopiero w muzyce drugiej połowy XX wieku.
Podobnie jak w przypadku polichóralności weneckiej, również organum jest muzyką konkretnego wnętrza.
Tworzone było wyłącznie z myślą o wnętrzach gotyckich, już nie romańskich. Znajdujemy tu zresztą wiele analogii z architekturą, a także ze scholastyką. Przede wszystkim chodzi o precyzyjny podział przestrzeni – w architekturze to triangulacja albo kwadratura, a w organum – rytm. To ten element, który organizuje muzykę. Już u Perotina słychać wyraźne – mówiąc żargonem muzykologicznym – pulsowanie rytmiki modalnej, wspartej na współbrzmieniu burdonowym. Poza tym nadzwyczajna jest sonorystyka. Organum brzmi bardzo współcześnie. Nie ma w nim żadnego planu harmonicznego, a jedynie konstrukcja czysto dźwiękowa. Mam na myśli to charakterystyczne „przelewanie się” dysonansów w konsonans. Organum nie jest trudne w słuchaniu, bo wcale nie brzmi archaicznie. Odwołuje się do czystej brzmieniowości. I to właśnie jest tak bliskiej muzyce naszych czasów. Podobną sonorystykę znajdujemy dopiero w muzyce drugiej połowy XX wieku. Ludzie, którzy słuchają kompozycji Perotinusa i Leoninusa po raz pierwszy, choćby moi studenci, zwykle dziwią się, że polifonia paryska brzmi tak zaskakująco nowocześnie.
Ewa Obniska – muzykolożka, wykładowczyni Uniwersytetu im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, krytyk muzyczny, dziennikarka Programu 2 Polskiego Radia.
Powiązane koncerty |
|
|
Wszystkie krańce Ziemi. Organum paryskie około 1200 roku |
| 03.09, 19:00 | |
| Wrocław, Katedra Polskokatolicka św. Marii Magdaleny, ul. Szewska 10 | |
|
Brzmi przepysznie: Muzyka i ucztowanie w średniowiecznej i wczesnorenesansowej Europie |
| 04.09, 21:00 | |
| Wrocław, Piwnica Świdnicka, Rynek-Ratusz 1 | |


























