Rzemieślnik

Łukaszewski jest świetnie wykształconym kompozytorem, ale nie interesują go nowinki, bo uznał, że przy ich pomocy nie uda mu się porozumieć ze słuchaczami. Jest to więc gest pragmatyczny. Poza tym swoją postawą odcina się od koncepcji kompozytora romantycznego, który wyraża wyłącznie własne emocje, szuka własnego języka.


Piotr Matwiejczuk (Polskie Radio): Zacznijmy od chóralnej muzyki religijnej, w której specjalizuje się Paweł Łukaszewski.
Ewa Szczecińska: Oto jest pytanie: jak komponować muzykę religijną w naszych czasach? Dla większości kompozytorów punktem odniesienia jest czas świetności tej muzyki, czyli renesans i barok. Moim zdaniem Paweł Łukaszewski jest kompozytorem, który traktuje dawne, klasyczne wzory, formy, gatunki i teksty jako uniwersalne i wciąż obowiązujące. W tym sensie jest konserwatystą. Jego twórczość to coś pomiędzy chorałem protestanckim, stylem Palestriny, a brzmieniem dzieł kompozytorów współczesnych. Ale tych, którzy w jakiś sposób chcą komunikować się z publicznością, a nie przeprowadzać ciągłe eksperymenty. Łukaszewski sięga po teksty łacińskie, liturgiczne i komponuje muzykę dla Kościoła.

To podobnie jak w przyadku Johna Tavenera albo Arvo Pärta.
Dodałabym tu jeszcze Osvaldo Golijova. To, oczywiście, zupełnie inna muzyka i inny sposób istnienia na współczesnym rynku muzycznym, ale myślę, że – tak jak Golijovowi – Łukaszewskiemu chodzi o twórczość, która czerpałaby ze zdobyczy muzyki nowszej, a jednocześnie była głęboko zakorzeniona w muzyce przeszłości. Łukaszewski świetnie posługuje się klasycznym kontrapunktem i warsztatem kompozytorskim – tym, na czym opierała się dawna muzyka wokalna.

Muzyka chóralna Pawła Łukaszewskiego zrobiła wielką karierę w Wielkiej Brytanii…
Właśnie! Płyty z jego utworami wydaje firma Hyperion, brytyjskie chóry wykonują jego kompozycje. Ten polski twórca jest na Wyspach świetnie rozumiany.

Czy jego twórczość jest więc odpowiedzią na kryzys w relacji kompozytor – publiczność? Przyznasz, że – choć muzyka nowa również ma swoich odbiorców –sale koncertowe zapełniają się wówczas, gdy wykonywana jest muzyka dawna.
Tak, ale w przypadku Łukaszewskiego chodzi jeszcze o to specyficzne zagadnienie, jakim jest muzyka religijna. Jeśli prześledzić ostatnich 40–50 lat jej historii, mniej więcej od czasu Pasji Pendereckiego, to okaże się, że strategie kompozytorskie polegały na mieszaniu nowych technik kompozytorskich z dawnymi manierami wykonawczymi, związanymi z obrządkiem różnych kościołów. Calliope Tsoupaki, grecka kompozytorka mieszkająca w Holandii, skomponowała niedawno Pasję, w której tradycyjny śpiew kościoła greckiego połączyła z nowoczesną harmoniką i współczesnymi instrumentami. Weźmy Jonathana Harvey’a, który jest spektralistą, ale też buddystą. W swoich utworach religijnych pokazuje własną, bardzo indywidualną wersję religijności, chrześcijaństwa i muzyki religijnej. Twórczość Łukaszewskiego to na pewno odpowiedź na kryzys muzyki współczesnej, ale zarazem to także odpowiedź na pytanie, jaka ma być dziś muzyka religijna. To jest swego rodzaju ogniwo pośrednie między wybitnymi indywidualnościami kompozytorskimi i ich muzyką,  a tym, co pisze Piotr Rubik, czyli kiczem. Łukaszewski jest świetnie wykształconym kompozytorem, ale nie interesują go nowinki, bo uznał, że przy ich pomocy nie uda mu się porozumieć ze słuchaczami. Jest to więc gest pragmatyczny. Poza tym swoją postawą Łukaszewski odcina się od koncepcji kompozytora romantycznego, który wyraża wyłącznie własne emocje, szuka własnego języka. To jest powrót do dawnej postawy kompozytora-rzemieślnika. Łukaszewski komponuje konkretną muzyką na konkretną okazję.

Ale przecież nie jest to wyłącznie muzyka liturgiczna. Czemu mają służyć jego utwory? Kontemplacji religijnej?
Myślę, że tak. On komponuje dla kościoła i tam wykonywana jest jego muzyka. Sam jest dyrektorem artystycznym i dyrygentem Chóru Katedry Praskiej w Warszawie, działa również jako organista.

Czyli Paweł Łukaszewski w swojej działalności artystycznej również powraca do dawnych wzorców.
Jak najbardziej, jest też organizatorem życia muzycznego w takim znaczeniu, jakie znamy sprzed XIX wieku. To twórca, który odpowiada zapotrzebowaniu na dobrze zrobioną muzykę. I pisze nawet nie tyle dla publiczności, ile dla wiernych. I to nie tylko wiernych kościoła katolickiego, bo przecież w Wielkiej Brytanii jego muzyka wykonywana jest bardzo często. Wydaje mi się, że to kompozytor, który wciąż u nas, w Polsce, nie został odkryty.



Ewa Szczecińska – muzykolożka, krytyk muzyczny, dziennikarka Redakcji Muzycznej Programu 2 Polskiego Radia


Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans
50-106 Wrocław, Rynek 7, Pasaż pod Błękitnym Słońcem
tel. (+4871) 330 52 10, 330 52 11, fax 330 52 12
e-mail: office@wratislavia.art.pl