Pytania o cel

Pod adresem Mahlera ciągle formułowano zarzuty, że jego dzieła są za długie. Przeciwstawiano mu Weberna, który potrafił zawrzeć w trzech minutach to napięcie, które u Mahlera rośnie w półtorej godziny. Ale można zadać sobie pytanie – dokąd my się tak spieszymy?


fot. Ł.Rajchert


Piękno muzyki Góreckiego, możliwość zanurzenia się w owej nieskończonej przestrzeni nie budzi poczucia irytacji, przeciwnie – daje wewnętrzne ukojenie i spokój.

Marcin Majchrowski (Polskie Radio): III Symfonia Henryka Mikołaja Góreckiego to dzieło, które obrosło legendą, po części za sprawą nieprawdopodobnego sukcesu komercyjnego. Jak Pan postrzega Symfonię pieśni żałosnych?

Jacek Kaspszyk: Myślę, że cały sukces III Symfonii, a także – ogólniej rzecz ujmując –  poetyki twórczej Henryka Mikołaja Góreckiego polega na tym, że dają one możliwość refleksji, zapewniają spokój. Po wszystkich awangardowych wyczynach, po deformowaniu materii muzycznej, przyszedł czas na uspokojenie się, na refleksję, na opanowanie pospieszności życia. Górecki był mistrzem rozplanowania ekspresji, budowanej na pozornie powtarzającym się w nieskończoność tym samym motywie. Trudno właściwie to określić słowami. Ilekroć dyrygowałem tym utworem, zawsze wywoływał on u ludzi to samo wrażenie, te same impresje: z jednej strony wielkiego skupienia i spokoju, a z drugiej –  cierpnięcia skóry i doprowadzania do jakiegoś niebywałego napięcia.

Czy repetytywność tej muzyki powoduje, że wnika się jakby w inny wymiar, w głąb? Jak to wygląda z punktu widzenia dyrygenta?

Myślę, że tak. III Symfonia to takie Tuba mirum w wymiarze innej estetyki dźwiękowej. Dziś może bardziej zastanawiamy się, w jakim kierunku zmierza człowiek. Pod adresem Mahlera ciągle formułowano zarzuty, że jego dzieła są za długie. Przeciwstawiano mu Weberna, który potrafił zawrzeć w trzech minutach to napięcie, które u Mahlera rośnie w półtorej godziny. Ale można zadać sobie pytanie – dokąd my się tak spieszymy? Jeżeli wypadniemy z koncertu po trzech minutach – co później ze sobą począć? Zacząć od początku? To trochę tak, jakby potwornie spiesząc się do domu, przekraczać wszystkie przepisy ruchu drogowego. A gdy już się wyląduje na kanapie – bez celu włączyć telewizor. Przeróżne aberracje współczesnego człowieka prowokują pytanie o cel. Coraz częściej zastanawiamy się, że zmierzamy chyba do jakiegoś końca i to niezbyt optymistycznego. W związku z tym piękno muzyki Góreckiego, możliwość zanurzenia się w owej nieskończonej przestrzeni nie budzi poczucia irytacji, przeciwnie – daje wewnętrzne ukojenie i spokój.



fot. Ł.Rajchert

Czy ma Pan jakieś szczególne wspomnienia związane z Festiwalem Wratislavia Cantans?

Miałem to szczęście już na początku swojej kariery, że jednym z pierwszych festiwali na których dane mi było wystąpić, była Wratislavia Cantans. Teraz, będąc związanym z Filharmonią Wrocławską, jestem na Wratislavii właściwie co roku. To tutaj miałem możliwość wykonywania mojego ukochanego Mahlera. Ale miałem też wielką przyjemność pokazania, właściwie po raz pierwszy polskiej publiczności oratorium Edwarda Elgara The Dream of Gerontius. Było to dla mnie bardzo ważne wydarzenie i cieszę się, że publiczność przyjęła wówczas dzieło Elgara z pełnym zrozumieniem, właściwie entuzjastycznie.

Szymanowski dla romantyków był za współczesny, a dla współczesnych za bardzo romantyczny. Historia jednak zawsze jakoś potwierdza prawdę i prawdziwy talent.

Elgar zdaje się jest dla Pana ważnym kompozytorem. Jak Pan ocenia jego twórczość w kontekście muzyki europejskiej tamtych czasów, na przykład w odniesieniu do Karola Szymanowskiego?

Myślę, że Elgar był niezwykle utalentowanym kompozytorem. Może nie miał zbyt wiele szczęścia będąc otoczonym tytanami – z jednej strony Mahlerem czy Straussem, a z drugiej Schönbergiem i już Webernem. Oczywiście, tak jak Mahler korzystał z dorobku Wagnera i Straussa, ale też z Mozarta. Troszkę niedobrze się stało, że został lokalnym kompozytorem, ale właściwie w tej chwili to się zmienia i Elgar zaczyna być traktowany poważnie. Z Szymanowskim trudno porównywać kogokolwiek. On również nie miał szczęścia, bo będąc romantykiem, używał języka zbyt współczesnego, dla wyznawców romantyzmu za skomplikowanego. Jego twórczość przypadła na epokową zmianę, na neoklasycyzm. Przecież nawet Strawiński się przestraszył i zmienił swoją postawę twórczą, żeby nie być posądzanym o związki z romantyzmem. Szymanowski dla romantyków był za współczesny, a dla współczesnych za bardzo romantyczny. Historia jednak zawsze jakoś potwierdza prawdę i prawdziwy talent. Prawdziwa unikatowość zawsze znajdzie swoje poczesne miejsce w annałach historycznych. Dzisiaj cały świat uważa Szymanowskiego za jednego z największych kompozytorów XX wieku. Ma więc swoją słuszną pozycję obok Bartóka, Schönberga i innych sobie współczesnych.

Tę aurę brytyjskości przysporzyli Elgarowi jego rodacy, wyrządzając mu niedźwiedzią przysługę. Mówienie, że jak się nie urodziło Anglikiem, to nie rozumie się Elgara spowodowało zaszufladkowanie go jako prowincjonalnego, lokalnego kompozytora.

A czy Elgar nie jest zbyt brytyjski dla Europejczyków?

Tę aurę brytyjskości przysporzyli Elgarowi jego rodacy, wyrządzając mu niedźwiedzią przysługę. Mówienie, że jak się nie urodziło Anglikiem, to nie rozumie się Elgara spowodowało zaszufladkowanie go jako prowincjonalnego, lokalnego kompozytora. Natomiast z jego listów, z wypowiedzi osób, które Elgara znały (na przykład Yehudi Menuhina) przebija obraz człowieka otwartego, niezwykle wrażliwego, bez rezerwy, zupełnie nadzwyczajnego. To, że żył w pewnej aurze kwintesencji angielskości, nie przeszkadzało mu w chęci docierania do wszystkich. To Anglicy zawsze twierdzili, że wykonywanie jego muzyki z pełnym żarem jest trochę poniżej godności gentlemana, że nie przynależy do wyższej klasy angielskiej. Natomiast Elgar zawsze pragnął, by jego dzieła emanowały stuprocentową ekspresją.

Jakie jest Pana największe marzenie muzyczne?

To trudne pytanie, ale może tak: żyć jak najdłużej i móc jak najdłużej dyrygować.

Jacek Kaspszyk – Dyrektor artystyczny Orkiestry Filharmonii Wrocławskiej i dyrektor muzyczny Narodowej Orkiestry Polskiego Radia w Katowicach.
czytaj więcej…



Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans
50-106 Wrocław, Rynek 7, Pasaż pod Błękitnym Słońcem
tel. (+4871) 330 52 10, 330 52 11, fax 330 52 12
e-mail: office@wratislavia.art.pl