Prawdziwa magia

Ścisłą konstrukcję, pomysł, na którym opiera się utwór, wyczuwałam zawsze w Miserere. Było mi nawet wstyd, że sama tej tajemnicy nie odkryłam. Wreszcie odważyłam się zapytać kompozytora. Kilka dni temu rozrysował mi wszystko na trzech kartkach. To niebywale przemyślana i precyzyjna forma! A niejako przy okazji ukazuje się abstrakcyjne piękno tej muzyki.


Piotr Matwiejczuk (Polskie Radio): Camerata Silesia od początku swojego istnienia specjalizuje się w muzyce dawnej i współczesnej. Czym różni się praca nad utworami sprzed kilkuset lat i dziełami nowymi? W tak różnej muzyce obowiązuje przecież różna stylistyka…
Anna Szostak
: Bardzo się cieszę, że właśnie tak postrzega pan mój zespół. Słowo „specjalizacja” już jest dla mnie komplementem. Zawsze chciałam robić dobrze to, co robię. Oprócz tego, że śpiewamy z przyjemnością nowe kompozycje, bardzo lubimy twórczość dawnych wieków. Zawsze ciągnęło nas w tamtą stronę. Na szczęście mamy coraz więcej możliwości wykonywania polskich utworów. Braliśmy udział w nagraniach dzieł z archiwów jasnogórskich, gostyńskich, ostatnio także z Sandomierza. Stamtąd pochodzi Requiem Andrzeja Siewińskiego, które właśnie zarejestrowaliśmy. Pomiędzy tymi dwoma krańcami naszego repertuaru coraz częściej pojawiają się opery. Kilka dni temu wróciliśmy z Brukseli, gdzie w Operze Królewskiej dwukrotnie, w 65-osobowym składzie, braliśmy udział w przedstawieniach Króla Rogera Karola Szymanowskiego. Zaś dzień wcześniej chór wykonał bardzo kameralny koncert w Parlamencie Europejskim. Gościliśmy także dwa razy na festiwalu operowym w Bregencji, gdzie śpiewaliśmy Toskę i Aidę Verdiego, a także Karola V Ernsta Křeneka. Tak więc przestawianie się zespołu na różny repertuar dotyczy przede wszystkim obsady, wielkości chóru. Chodzi o precyzję, barwę, jakość dźwięku. Pod względem stylu wykonawczego muzyka dawna  i współczesna bywają do siebie zadziwiająco podobne. Dziś, po wielu latach pracy, dokładnie wiem, co zrobić, żeby szybko osiągnąć konkretny efekt. Wówczas już mogę pomyśleć o tym, co chcę przekazać, a nie jak. Trudniejsze wydaje mi się wykonywanie muzyki dawnej, bo do tego potrzebna jest większa wiedza. Musimy odpowiedzieć sobie na wiele pytań, na które często odpowiedzi nie sposób znaleźć. Dotyczy to chociażby niesprecyzowanej obsady. Trzeba się również orientować w tym, co w chóralistyce i muzyce dawnej dzieje się na świecie.

Kiedy brakuje wzorców wykonawczych, jakiegoś standardu, tak jak w przypadku prawykonania, jest pani zdana tylko na siebie. Można też, oczywiście, prosić o pomoc kompozytora.
Kiedy śpiewamy coś po raz pierwszy, jest zdecydowanie trudniej, bo trzeba odkryć samemu wszystko, co zawiera partytura. I trzeba zrobić to dobrze. Phylakterion Szymańskiego wciąż jeszcze składa się dla mnie z poszczególnych elementów, ponieważ nie mogłam dotąd stanąć obok i posłuchać go w całości. Muszę przecież tymi elementami składowymi sterować. Myślę, że dopiero podczas drugiego wykonania będę miała większy wpływ na przebieg całości. Paweł Szymański jest na szczęście tak doskonałym kompozytorem, że przewidział wszystko. Wystarczy realizować jego wskazówki zawarte w partyturze, a wówczas wykonanie się uda. Należy on do tych kompozytorów, którzy wszystko bardzo precyzyjnie zapisują w partyturze, mogę go również zawsze o wszystko zapytać.

Paweł Szymański musi mieć do pani zaufanie oraz cenić pani zespół, skoro zadedykował wam swoją nową kompozycję.
To dla mnie wielkie wyróżnienie. Paweł mówił mi o tym, że nie wyobrażał sobie innych wykonawców. Zna zespół, wie czym on dysponuje. Zdaje sobie sprawę choćby z tego, że w naszym chórze jest śpiewak z wykształceniem aktorskim, któremu można powierzyć trudną partię mówioną. Znamy się z Pawłem dość długo i cieszę się, że przez te lata nie zawiodłam jego zaufania. Najpierw nagraliśmy jego Lux aeterna, a na tej samej płycie Miserere śpiewał Bornus Consort – zawsze im tego zazdrościłam [śmiech]. Tak więc kiedy Paweł zaprosił nas do wykonania Miserere (a także Lux aeterna i In paradisum) na swój warszawski festiwal w Studiu Koncertowym Polskiego Radia, byłam bardzo dumna, że moi śpiewacy mogą wreszcie to dzieło wykonać. To magiczna kompozycja.

To ciekawe, bo ten kompozytor w ogóle nie lubi rozmawiać o swojej muzyce, a już w szczególności o jej wymiarze zmysłowym. Unika odpowiedzi na pytania o piękno swojej muzyki, co przecież dla słuchaczy jest chyba najważniejsze. Ciekaw jestem, jak to wygląda od strony wykonawcy.
Każdy z utworów Szymańskiego był dla mnie tajemnicą. Konstrukcja jego muzyki jest bardzo ścisła, precyzyjna, wręcz matematyczna, a mimo to jego muzyka pozostaje piękna. To, oczywiście, moje osobiste zdanie, bo przecież piękno jest kategorią względną. Taką ścisłą konstrukcję, pomysł, na którym opiera się utwór, wyczuwałam zawsze w Miserere. Było mi nawet wstyd, że sama tej tajemnicy nie odkryłam. Wreszcie odważyłam się zapytać kompozytora. Kilka dni temu rozrysował mi wszystko na trzech kartkach. To niebywale przemyślana i precyzyjna forma! A niejako przy okazji ukazuje się abstrakcyjne piękno tej muzyki. Tak jest też w przypadku In paradisum, utworu, który również śpiewamy we Wrocławiu. Wykonujemy go już od dłuższego czasu. W pewnym miejscu zawsze pojawiają się dodatkowe dźwięki niewykonywane przez śpiewaków. Można je zauważyć także na nagraniach. To po prostu alikwoty, które brzmią tak, jakby śpiewał je ktoś inny. Prawdziwa magia…

Czy równie magiczny jest Phylakterion, który po raz pierwszy usłyszymy na Wratislavii?
Problem w tym, że miejsce, w którym stoi dyrygent, jest najgorsze do słuchania, więc ja wciąż niewiele znam ten utwór ze słuchu. Od tych członków zespołu, którzy nie biorą udziału w jego wykonaniu i słuchają nas, siedząc na miejscach dla publiczności, wiem jednak, że jest to muzyka niezwykle atrakcyjna brzmieniowo. To inny utwór, niż wcześniejsze kompozycje Pawła. Moim zdaniem najbardziej adekwatnym słowem na jego opisanie jest „obrzęd”. Tekst jest w języku nubijskim i starogreckim, nie sądzę więc, żeby ktokolwiek go zrozumiał. My, oczywiście, rozumiemy, ponieważ mamy jego tłumaczenie. Wiemy zatem, o czym śpiewamy. Ale Szymański wcale nie chciał, by podczas prawykonania pojawiały się napisy z tłumaczeniem. Jego zdaniem publiczności wystarczy tylko ogólna wiedza o tym, że część tego utworu przedstawia obrzęd magiczny. Szczegóły nie są istotne. Ważna jest akcja, którą opowiada muzyka. Poza tym wykorzystane zostało bardzo nietypowe instrumentarium perkusyjne. Pierwszym moim zetknięciem z pierwowzorem Phylakterionu była muzyka do filmu Pustynia Macieja Drygasa. Słowo „pustynia” może być kluczem do odczytania tego dzieła. Słychać w nim przesypujący się piasek, wiatr… Ale nie ma w tej muzyce ani trochę dosłowności.


Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans
50-106 Wrocław, Rynek 7, Pasaż pod Błękitnym Słońcem
tel. (+4871) 330 52 10, 330 52 11, fax 330 52 12
e-mail: office@wratislavia.art.pl