Instynkt odkrywcy

Kiedy zaczynaliśmy, byliśmy pełni entuzjazmu, choć nie mieliśmy pojęcia o muzyce dawnej. Prowadził nas instynkt, który zresztą jest nam bardzo pomocny i dziś. Wciąż, tak jak 20 lat temu, czujemy się odkrywcami. Poznaliśmy przecież tylko niewielką część muzyki dawnych wieków.


fot. Emma Brown


Piotr Matwiejczuk (Polskie Radio): The Orlando Consort występuje w Polsce nie po raz pierwszy…
Angus Smith (The Orlando Consort): To prawda, byliśmy tutaj już kilka razy – we Wrocławiu, Krakowie, w Studiu Koncertowym Polskiego Radia w Warszawie, a także na festiwalu Pieśń Naszych Korzeni w Jarosławiu, a jeszcze wcześniej w Starym Sączu. Próbuję sobie przypomnieć, ile razy występowaliśmy we Wrocławiu… Wydaje mi się, że trzykrotnie, ale pewien nie jestem. Członkowie Orlando Consort występują również w innych zespołach, które także koncertowały w Polsce, tak więc każdy z nas odwiedzał Polskę dużo więcej razy i śpiewał jeszcze w innych miastach. Jesteśmy już  zaprzyjaźnieni z waszym krajem i bardzo chętnie tu wracamy.

Orlando Consort założony został przez Centrum Muzyki Dawnej w Wielkiej Brytanii w 1988 roku. Czym zajmuje się ta instytucja i jaką rolę pełni?
Trzeba tu użyć czasu przeszłego, bo Centrum już nie istnieje. Przez wiele lat zajmowało się popularyzacją stylowego wykonawstwa muzyki dawnej i wiedzy na jej temat. Polegało to między innymi na organizowaniu koncertów zespołów zajmujących się stylowym wykonawstwem muzyki dawnej. W tamtym czasie w Wielkiej Brytanii istniało bardzo niewiele zespołów wykonujących muzykę średniowiecza. Były już co prawda The Hilliard Ensemble i Gothic Voices, ale niewiele więcej. Centrum zaprosiło wówczas czterech śpiewaków, wśród których ja również się znalazłem, i poprosiło nas, byśmy przygotowali program oraz dali kilka koncertów. Ponieważ dobrze nam się współpracowało, postanowiliśmy śpiewać dalej. Muszę przyznać, że dla całej naszej czwórki było to zupełnie nowe doświadczenie. Pamiętam, że Centrum Muzyki Dawnej wspierało też Gabrieli Consort na początku ich kariery. Wówczas zdarzało mi się występować z nimi, pamiętam dwie trasy koncertowe po Anglii, które wspólnie odbyliśmy. Na koncerty jeździliśmy małym vanem, do którego ledwo się mieściliśmy… Tak więc Centrum spełniało bardzo ważną rolę, dając szansę początkującym wykonawcom i organizując im koncerty.

Czy dziś istnieje podobna organizacja?
Kontynuatorem Centrum Muzyki Dawnej można chyba nazwać Narodowe Centrum Muzyki Dawnej w Yorku. To wspaniała instytucja, która co roku w lipcu organizuje festiwal, wspomaga realizację rozmaitych projektów oraz urządza trasy koncertowe.

Trzech z nas było członkami College Choir w Oksfordzie i Cambridge, a Donald Greig śpiewał w chórze katedry w Canterbury. To na pewno było bardzo ważne doświadczenie dla nas wszystkich, choć nie jestem pewien, czy zdawaliśmy sobie z tego sprawę, gdy tworzyliśmy Orlando Consort.

W Wielkiej Brytanii istnieje bardzo długa tradycja śpiewu chóralnego. Niektóre zespoły działające przy katedrach czy college’ach do dziś, powstawały kilkaset lat temu. Czy tradycja ta miała jakikolwiek wpływ na Orlando Consort?
Pod jednym względem na pewno – wszyscy członkowie naszego zespołu śpiewali kiedyś w tego rodzaju chórach. Trzech z nas było członkami College Choir w Oksfordzie i Cambridge, a Donald Greig śpiewał w chórze katedry w Canterbury. Zapewne nie wszystkie zespoły mają tak długą historię, ale akurat ten rzeczywiście istnieje od kilkuset lat. To na pewno było bardzo ważne doświadczenie dla nas wszystkich, choć nie jestem pewien, czy zdawaliśmy sobie z tego sprawę, gdy tworzyliśmy Orlando Consort. Jednak na pewno ma pan rację – taka długa, nieprzerwana tradycja jest niezwykle istotna. Proszę pamiętać, że polega to również na uczestniczeniu w nabożeństwach każdego dnia roku!



fot. Emma Brown

Angielska tradycja chóralna jest dla nas, na kontynencie, szczególna jeszcze o tyle, że chóry są wyłącznie męskie.
To prawda, ale ostatnio zaczęło się to trochę zmieniać. Przy niektórych katedrach utworzone zostały, obok męskich, także chóry żeńskie. To niewątpliwy znak, że Kościół zorientował się, że nadszedł już XXI wiek [śmiech]. Ale, oczywiście, wciąż bardzo dba się o tradycję i nie zmienia się jej, a jedynie sprawdza, w jaki sposób można ją wzbogacić.

Zmiany w brytyjskiej tradycji widać też na przykładzie zespołów wykonujących muzykę dawną. Coraz więcej ma składy mieszane, jak na przykład Stile Antico.
To prawda, chociaż starsze grupy, jak Gothic Voices, The Tallis Scholars czy The Sixteens również są zespołami mieszanymi. W naszym przypadku to, że śpiewamy wyłącznie w męskim składzie, chyba nie było świadomą decyzją, tak się po prostu złożyło. Ważne jest co innego: kto wykonuje najwyższy głos, ale nie mam na myśli płci.

Możemy się wiele dowiedzieć ze źródeł o praktyce wykonawczej dawnych wieków, ale zawsze będzie to wiedza bardzo niepełna. Nigdy nie dowiemy się, jak muzyka w rzeczywistości brzmiała. W naszej pracy staramy się znaleźć najlepszy sposób prezentowania muzyki, ciekawy i atrakcyjny dla współczesnego odbiorcy.

Jak to?! Przecież to decyduje o brzmieniu całego zespołu?!
Właśnie! Dlatego najważniejsze jest stworzenie takiego zestawu głosów, które razem dobrze brzmią. Możemy dowiedzieć się ze źródeł wiele o praktyce wykonawczej dawnych wieków, ale zawsze będzie to wiedza bardzo niepełna. Nigdy nie dowiemy się, jak muzyka w rzeczywistości brzmiała. W naszej pracy staramy się znaleźć najlepszy sposób prezentowania muzyki, ciekawy i atrakcyjny dla współczesnego odbiorcy. To zdecydowanie ważniejsze, niż wdawanie się w dyskusję, czy w zespole powinny śpiewać kobiety, czy też sami mężczyźni.

Czy myśli pan, że osiągnięcia wykonawstwa historycznego, stylistyka jaką wypracował choćby Orlando Consort, zmieniły sposób śpiewania chórów katedralnych w Anglii?
Nie mam pojęcia! Ale spróbuję się nad tym zastanowić… Wydaje mi się, że wpływ ten jest ograniczony. Po prostu dlatego, że zespołów z repertuarem podobnym do naszego jest wciąż stosunkowo mało. Poza tym mówimy o muzyce, która powstawała do XV wieku, a którą wykonują zespoły z pojedynczą obsadą głosów, a nie chóry. Jeśli mieliśmy jakiś wpływ, to myślę, że raczej na środowisko akademickie, na naukowców. Wydaje mi się, że dzięki nam mogli odkryć nowe aspekty przedmiotu swoich badań uniwersyteckich. Jeśli zaś chodzi o chóry brytyjskie, to myślę, że ważniejsza jest dla nich nieprzerwana tradycja. Wpływy dostrzegam raczej w ramach samego ruchu wykonawstwa historycznego. W pewnych elementach na przykład słyszę wpływ The Tallis Scholars w interpretacjach zespołu Stile Antico.

Organum to zjawisko niezwykle awangardowe, jedna z najbardziej radykalnych rewolucji w historii muzyki. Porównałbym ją do symfonii Beethovena albo Święta wiosny Strawińskiego. Był to moment, w którym kierunek rozwoju muzyki diametralnie się zmienił. Organum jest niezwykle piękne, odnajduję w nim wielką głębię duchową i sądzę, że właśnie dlatego brzmi tak bardzo współcześnie. Porównałbym je do dzieł Pärta czy Góreckiego.

W dyskografii Orlando Consort znajduje się wiele płyt z muzyką świecką i programem podobnym do drugiego, niedzielnego koncertu na Wratislavii, zatytułowanego Brzmi przepysznie. Mam wrażenie, że paryskie organum, choć również je nagrywaliście, nie jest tym repertuarem, który lubicie najbardziej.
Chyba nie mamy swojego ulubionego repertuaru. Zawsze ceniliśmy sobie to, że możemy swobodnie poruszać się po pięciu wiekach historii muzyki i robimy to zawsze z wielką radością. Chciałem jednak zwrócić uwagę na coś innego – w średniowieczu i renesansie podział na muzykę świecką i religijną wcale nie był taki wyraźny i oczywisty, szczególnie z perspektywy samych wykonawców.  W XV wieku wielu kompozytorów było przecież jednocześnie wykonawcami. Zajmowali się pisaniem muzyki służącej liturgii, w której sami brali udział, ale też komponowali muzykę świecką, służącą czystej rozrywce. Do paryskiego organum, które wykonujemy w tym roku we Wrocławiu, zawsze staramy się podchodzić jak do muzyki współczesnej. To przecież zjawisko niezwykle awangardowe, jedna z najbardziej radykalnych rewolucji w historii muzyki. Śpiew dwu-, trzy- a nawet czterogłosowy, cała idea struktury rytmicznej organum, jego warstwa harmoniczna – wszystko to było w tamtych czasach szokującą nowością. Rewolucję tę porównałbym do symfonii Beethovena albo Święta wiosny Strawińskiego. Był to moment, w którym kierunek rozwoju muzyki diametralnie się zmienił. Muszę też przyznać, że organum jest bardzo wymagające od strony wykonawczej. Jest niezwykle piękne, odnajduję w nim wielką głębię duchową i sądzę, że właśnie dlatego brzmi tak bardzo współcześnie. Porównałbym je do dzieł Pärta czy Góreckiego. Jeśli więc pamiętać będziemy o tym, czym było organum w chwili swojego powstania, zdamy sobie sprawę z faktu, jak znakomitymi śpiewakami byli jego wykonawcy. Wiemy zresztą, że byli to artyści świetnie wykształceni. Nie powinniśmy wpadać w pułapkę myślenia o organum jako o łatwej i mało wyrafinowanej muzyce dawnej.

Organum powstawało specjalnie dla paryskiej katedry Notre-Dame. Jak to jest z wykonywaniem tej muzyki w innych miejscach? Czy zdarzało się wam śpiewać organum w salach koncertowych? Czy to w ogóle ma sens?
Zacznijmy od tego, że Paryż był oczywiście kulturalnym i naukowym centrum ówczesnej Europy. Ale przecież nie tylko tam powstawała i wykonywana była muzyka. Mniej więcej w tym samym czasie istniały już w Anglii zespoły, które dziś nazwalibyśmy chórami. Poza tym ludzie, którzy przyjeżdżali do Paryża na studia, zabierali ze sobą muzykę, którą tam poznali. Wiemy przecież, że repertuar paryski dotarł do taki odległych miejsc, jak Hiszpania, Szkocja, Polska. Tak więc paryska polifonia była repertuarem ogólnoeuropejskim.  A jeśli chodzi sale koncertowe, to myślę, że śpiewanie w nich organum ma sens, chociaż nic nie zastąpi tej niezwykłej symbiozy muzyki i miejsca, jaką znajdujemy w przypadku organum wykonywanego w gotyckim kościele. Ta muzyka była pisana z myślą o wnętrzu z długim pogłosem, ale chodzi tu też o samą atmosferę świątyni, która zdecydowanie pomaga w odbiorze.

Orlando Consort istnieje już ponad 20 lat, skład zespołu zmienił się w połowie. Czy zmieniła się także estetyka waszego śpiewu?
Muszę przyznać, że kiedy zaczynaliśmy, byliśmy pełni entuzjazmu, choć nie mieliśmy pojęcia o muzyce dawnej. Prowadził nas instynkt, który zresztą jest nam bardzo pomocny i dziś. Wciąż, tak jak 20 lat temu, czujemy się odkrywcami. Poznaliśmy przecież tylko niewielką część muzyki dawnych wieków. Naszą pracę postrzegamy wciąż jak swego rodzaju podróż w czasie.



fot. Emma Brown

A co z brzmieniem zespołu? Jeśli w grupie czterech solistów śpiewaków zmieni się choć jeden, od razu zmienia się brzmienie całej grupy.
To prawda. Jednak w przypadku takich zespołów wokalnych jak nasz brzmienia nie tworzą pojedyncze głosy, ale to, co powstaje z połączenia wszystkich. Takim fenomenalnie spójnym brzmieniem dysponuje, moim zdaniem, zespół Anonymous 4. I naprawdę nie potrafię powiedzieć, która z jego śpiewaczek ma na to największy wpływ. Nasz zespół tworzą śpiewacy o dość różnych głosach, ale najważniejszy jest zawsze głos najwyższy. Tak, mamy dwóch nowych śpiewaków, ale na 23 lata działalności to przecież nie tak dużo. Być może nasze brzmienie uległo niewielkim zmianom, ale ja ich nawet nie dostrzegam.

W sobotę śpiewali panowie z polskimi chórami dziecięcymi. Czy to wasz pomysł, czy może podsunął go wam Paul McCreesh?
To nasz pomysł, a Paul bardzo entuzjastycznie do niego podszedł. Zależy mu bowiem na tym, by w koncertach uczestniczyć mogło nie tylko kilku profesjonalnych wykonawców. Nas również to bardzo pociąga. W tym wszystkim chodzi też o to, by pokazać, jak ta muzyka mogła być wykonywana w XIII wieku. Wiadomo przecież, że organum wykonywane było przez profesjonalnych śpiewaków, zaś chorał śpiewali wszyscy, którzy znajdowali się w kościele. Organum samo w sobie jest wspaniałą muzyką, ale kiedy rozbrzmiewa w kontekście chorału, na którym zresztą jest oparte, dodaje mu to dodatkowego waloru.

W Anglii wciąż walczymy z poglądem, który głosi, że istnieje muzyka i muzyka dawna. Takiego spojrzenia nienawidzę! Kiedy zaczynaliśmy śpiewać 23 lata temu, marzyliśmy, że pewnego dnia pieśni Guillaume’a de Machauta będą postrzegane tak samo jak pieśni Schuberta, a motety Dufaya zyskają taką samą rangę, jak utwory Mendelssohna. Tak się nie stało i przyznaję, że jest to dość frustrujące.

Muzyka średniowiecza, po okresie dużego nią zainteresowania w latach 90. XX wieku, zniknęła z programów koncertów na Kontynencie. Jak to jest na Wyspach?
Powiedziałbym, że w Wielkiej Brytanii sytuacja jest całkiem „zdrowa”. Mamy kilka zespołów specjalizujących się w najdawniejszych repertuarze. Chociaż z drugiej strony… W Anglii wciąż walczymy z poglądem, który głosi, że istnieje muzyka i muzyka dawna. Takiego spojrzenia nienawidzę! Kiedy zaczynaliśmy śpiewać 23 lata temu, marzyliśmy, że pewnego dnia pieśni Guillaume’a de Machauta będą postrzegane tak samo jak pieśni Schuberta, a motety Dufaya zyskają taką samą rangę, jak utwory Mendelssohna. Tak się nie stało i przyznaję, że jest to dość frustrujące. Dyrygentom takim, jak Gardiner, Pinnock, Norrington i następnej generacji, jak McCreesh, udało się zwrócić uwagę publiczności na zupełnie nowy repertuar. Dla nas był to wyśmienity moment startu, ale niestety nie osiągnęliśmy porównywalnego sukcesu.

Ale przecież muzyka renesansowa bywa wykonywana nawet na tak popularnym festiwalu  jak BBC Proms! Czy naprawdę jest aż tak źle?
Może trochę przesadziłem, bo przecież muzyka najdawniejsza rzeczywiście stała się dziś częścią głównego repertuaru. Ale zespoły amatorskie – zarówno wokalne, jak i instrumentalne – których w Wielkiej Brytanii jest mnóstwo – wciąż nie chcą odkrywać nowego dla siebie repertuaru. Inaczej jest w Stanach Zjednoczonych. Kiedy tam występujemy, ludzie przychodzą na koncerty głównie po to, by posłuchać nieznanej sobie muzyki. Brytyjczycy zaś nie przyjdą na koncert, jeśli na plakacie widnieje nazwisko nieznanego im kompozytora. I tego żałuję najbardziej.


Angus Smith

Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans
50-106 Wrocław, Rynek 7, Pasaż pod Błękitnym Słońcem
tel. (+4871) 330 52 10, 330 52 11, fax 330 52 12
e-mail: office@wratislavia.art.pl