Imperium i jego muzyka

Muzyka angielska zawsze pozostaje muzyką wielkiego imperium. Podobna jest w tym do monumentalnych gmachów użyteczności publicznej w Londynie, w których parter zaczyna się na poziomie pierwszego piętra. Ich skala po prostu przygniata. Również w muzyce wyraża się siła państwa, jego imperialny duch.


fot. Ben Wright


Piotr Matwiejczuk (Polskie Radio): Wiem, że lubisz kompozytorów z Wysp Brytyjskich, choć zdarza ci się ich nazywać „angielskimi nudziarzami”. Jak to więc z nimi jest?
Adam Suprynowicz:
Muzyką angielską zainteresowałem się po prostu dlatego, że była nieznana. Albo raczej – niedostatecznie u nas w Polsce spenetrowana. Sporo utworów angielskich słyszałem podczas Promsów i zacząłem się zastanawiać, dlaczego tak je lekceważymy, a Anglicy tak bardzo je kochają. W końcu nie są pozbawieni gustu. Nie są też hipokrytami, którzy lansowaliby muzykę bezwartościową. Jest to też o tyle ciekawe, że przecież z kulturą anglosaską stykamy się cały czas i to ona zdominowała popkulturę, zarówno w wersji amerykańskiej, jak i brytyjskiej.

Zwłaszcza od czasu, gdy Polacy tak tłumnie jeżdżą na Wyspy…
Tym bardziej zaskakujący jest więc fakt, że chętniej sięgamy po mało znanego kompozytora z Kontynentu, niż po dobrego twórcę z Wysp. Zastanawiam się, dlaczego Koncert skrzypcowy Elgara już po 30 minutach zaczyna mnie nudzić (choć to dopiero połowa), a oni uważają go za arcydzieło.

Wpływ na postrzeganie przez Brytyjczyków własnej tradycji muzycznej miała twórczość Haendla i to, że był on kompozytorem „zaimportowanym”. Przez dziesięciolecia Brytyjczycy sprowadzali sobie kolejnych muzyków. Dopiero w drugiej połowie XIX wieku zorientowali się, że mają wspaniałe imperium, którego zamożni mieszkańcy cały czas importują muzykę.

Dlaczego więc tak jest?
Myślę, że powinniśmy cofnąć się mniej więcej do połowy XVIII wieku i zastanowić, jaki wpływ na postrzeganie przez Brytyjczyków własnej tradycji muzycznej miała twórczość Jerzego Fryderyka Haendla i to, że był on kompozytorem „zaimportowanym”. Później, przez kolejne dziesięciolecia Brytyjczycy sprowadzali sobie kolejnych muzyków…


…zwłaszcza włoskich…
…ale nie tylko, bo przecież także niemieckich i austriackich, by wspomnieć choćby Johanna Christiana Bacha, Carla Friedricha Abla i Józefa Haydna. Efekt był taki, że dopiero w drugiej połowie XIX wieku zorientowali się, że mają wspaniałe imperium, którego zamożni mieszkańcy cały czas sprowadzają sobie muzykę z zagranicy.


Fantazja na temat Thomasa Tallisa Ralpha Vaughana Williamsa – świetny przykład tego, co jest sednem ruchu odrodzenia tej muzyki: sięgnięcie do przeszłości, sięgnięcie do specyficznej harmonii, do specyficznego sposobu narracji. Chodziło również o przeciwstawienie się hegemonii niemieckiej.

To w Londynie toczyło się najbujniejsze życie muzyczne Europy. A w XVIII i w XIX wieku musiał tam pojechać każdy muzyk, który chciał zrobić karierę.
Występowali tam wszyscy wielcy wirtuozi, nawet chory Chopin tłukł się do Szkocji. Z drugiej strony Brytyjczycy żyli tradycją muzyki renesansowej i wczesnobarokowej. Myśl o odrodzeniu muzyki rdzennie brytyjskiej powstała w XIX wieku. Idea była taka, żeby nową twórczość oprzeć na wielkiej tradycji polifonicznej muzyki chóralnej. Stąd Fantazja na temat Thomasa Tallisa Ralpha Vaughana Williamsa – świetny przykład tego, co jest sednem ruchu odrodzenia tej muzyki: sięgnięcie do przeszłości, sięgnięcie do specyficznej harmonii, do specyficznego sposobu narracji. Chodziło również o przeciwstawienie się hegemonii niemieckiej. Największe nadzieje pokładano w Elgarze, co on sam czuł i podjął się tej misji. Mimo, że był katolikiem, a nie anglikaninem, został w pełni zaakceptowany.

Po to, by uciec od niemieckiej supremacji, kompozytorzy brytyjscy zaczęli wyjeżdżać do Paryża.
Zaczęło się od Vaughana Williamsa, a kolejne pokolenia twórców – John Ireland, a zwłaszcza Frederick Delius, który długo mieszkał w Paryżu – bardzo zapatrzyły się na Debussy’ego, Ravela, na francuski rodzaj wrażliwości brzmieniowej. Łączyli to z późnoromantycznym idiomem elgarowskim. Z tym, że była to jednak wciąż muzyka wielkiego imperium. Wszystko musi być tu zawsze wielkie. Są także, oczywiście, utwory kameralne czy pieśni, ale muzyka symfoniczna była tym, w czym Brytyjczycy się zakochali. To było to, czego potrzebowali. Ważna też była tradycja chóralna. Nie przez przypadek muzyka popularna jest dziś zdominowana przez Brytyjczyków. Oni po prostu potrafią śpiewać, tę umiejętność wynoszą ze szkoły i nie mają z tym żadnego problemu, inaczej niż Polacy.

Kiedy porównamy Vaughana Williamsa z Ryszardem Straussem, możemy odnieść wrażenie, że Strauss to dzika awangarda. Jeśli jednak zgodzimy się na specyficzny język kompozytorów angielskich, to przecież można znaleźć dużą satysfakcję w słuchaniu ich muzyki.

Wielu kompozytorów angielskich pisało właśnie muzykę użytkową, co miało wpływ na całą twórczość i słychać to nawet w muzyce współczesnej.  
W XIX wieku wytworzył się u nich etos pisania w sposób przystępny po to, by chór parafialny czy szkolny mógł taką muzykę wykonać. Stosunkowo niewielu było tam (i wciąż jest) ostrych awangardzistów w znaczeniu kontynentalnym, darmstadzkim. Byli kompozytorzy, którzy eksperymentowali, i to bardzo wcześnie, bo na początku XX wieku. Choćby Percy Grainger pisał muzykę niezwykle nowoczesną, której jednak dziś nikt nie wykonuje i nie nagrywa. Największy kompozytor brytyjski, Benjamin Britten, awangardzistą nie był nigdy. To jest ten specyficznie brytyjski sposób myślenia i specyficzny gust, do czego trzeba się przyzwyczaić. Ta muzyka pozbawiona jest spektakularnych zaskoczeń. To, co ciekawe, dzieje się tutaj w niuansach – formie, relacji słowa i muzyki, barwie instrumentalnej, w drobnych odstępstwach od systemu dur-moll. Kiedy porównamy Vaughana Williamsa z Ryszardem Straussem, możemy odnieść wrażenie, że Strauss to dzika awangarda. Jeśli jednak zgodzimy się na specyficzny język kompozytorów angielskich, to przecież można znaleźć dużą satysfakcję w słuchaniu ich muzyki. Poczynając od Fantazji na temat Thomasa Tallisa – utworu wybitnego, znakomicie skonstruowanego.

Wspominałeś o istotnych inspiracjach muzyką francuską u kompozytorów angielskich przełomu XIX i XX wieku. Jednak w wielu utworach tamtych czasów można również dostrzec silne wpływy niemieckie. Twórcom z Wysp chyba jednak nie udało się uciec od romantyzmu spod znaku Brahmsa, a nawet Wagnera. Choćby Elgarowi, który wręcz uczył się języka niemieckiego i zamierzał wyjechać na studia do Lipska.
Zgadza się – u Elgara, zwłaszcza we wczesnych utworach, słychać styl niemiecki. Im jednak dalej, tym tych inspiracji było mniej. Odczuwam silną odrębność angielskiej muzyki. Przecież Wariacji „Enigma” nie napisałby żaden Niemiec! Być może to ta charakterystyczna rozlewność melodii, co ironicznie nazywane bywa „pastoralizmem brytyjskim” (te zielone wzgórza, ten pastuszek na fujarce… wpływ krajobrazu i klimatu na twórców zapewne nie jest bez znaczenia). Również muzyka Vaughana Williamsa jest wyraźnie odrębna. Chodzi o bardzo charakterystyczny kształt melodii, sposób prowadzenia narracji. Ten twórca był zresztą prawdziwym „gigantem”. Kompozytorzy na Wyspach przez całe lata musieli wyzwalać się spod jego wpływu, podobnie jak u nas spod wpływu Szymanowskiego.

Jeśli już włączają ludowe motywy do swojej muzyki, to są one bardzo odległe od pierwowzorów. Często spotykam się z tym, że jeśli Anglicy piszą o silnych nawiązaniach do folkloru, to dla nas – przyzwyczajonych do Chopina, Szymanowskiego czy kompozytorów rosyjskich – jest to jedynie bardzo daleko idąca i czysto dekoratywna stylizacja.

A co z inspiracjami muzyką ludową Wysp Brytyjskim? To przecież folklor bardzo charakterystyczny, niezwykle bogaty i szalenie popularny.
Mam wrażenie, że w kompozycjach „poważnych”, symfonicznych, folklor jest zawsze mocno przefiltrowany przez tradycje śpiewu chóralnego i wszelkiego rodzaju adaptacje. Wprawdzie Percy Grainger, z pochodzenia Australijczyk, jeździł po prowincji z fonografem (bodaj jako pierwszy, jeszcze przed Bartókiem!), ale jego opracowania był odrębne. Jeśli już włącza ludowe motywy do swojej muzyki, to są one bardzo odległe od pierwowzorów. Często spotykam się z tym, że jeśli Anglicy piszą o silnych nawiązaniach do folkloru, to dla nas – przyzwyczajonych do Chopina, Szymanowskiego czy kompozytorów rosyjskich – jest to jedynie bardzo daleko idąca i czysto dekoratywna stylizacja. Bo muzyka angielska cały czas pozostaje muzyką wielkiego imperium. Podobna jest w tym do monumentalnych gmachów użyteczności publicznej w Londynie, w których parter zaczyna się na poziomie pierwszego piętra. Ich skala po prostu przygniata. Również w muzyce wyraża się siła państwa, jego imperialny duch. Symfonia morska Vaughana Williamsa, przeznaczona na solistów, chór i wielką orkiestrę, trwa przecież ponad godzinę! Tak więc Brytyjczycy doszli do stylu narodowego w muzyce z zupełnie innej strony, niż kompozytorzy kontynentalni.


Adam Suprynowicz – muzykolog, krytyk muzyczny, dziennikarz Redakcji Muzycznej Programu 2 Polskiego Radia




Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans
50-106 Wrocław, Rynek 7, Pasaż pod Błękitnym Słońcem
tel. (+4871) 330 52 10, 330 52 11, fax 330 52 12
e-mail: office@wratislavia.art.pl