„Koroną na głowie Boga” nazwał Carl Friedrich Zelter introdukcję oratorium Józefa Haydna. Tę słynną introdukcję, kiedy to z mrocznych, dysonujących harmonii, zawieszeń i westchnień najpierw wyłania się łagodna tonacja Des-dur i wstępujące motywy instrumentów dętych – idea powstania wszechświata. Po czym następuje najbardziej niezwykła w historii muzyki wizja wielkiej, boskiej iluminacji – monumentalny w swej prostocie, oszałamiający efekt przejścia z tonacji c-moll i ledwie słyszalnego piano do potężnego akordu C-dur. „I stało się światło” – śpiewa chór.
Stworzenie świata, wielkie w swym rozmachu, wzorowane na haendlowskich, oratorium Haydna to jego credo artystyczne i światopoglądowe, jego wyznanie wiary i też chyba podsumowanie, czy też zwieńczenie – tak w sensie muzycznym, jak i filozoficzno-religijnym – kończącej się właśnie epoki. Spoglądała ona na świat, ludzi i Boga z dziecięcą naiwnością, zmysłowa radością, łagodnym humorem i tym rodzajem wiary, który obcy był i niezrozumiały dla ludzi czasów romantyzmu. Transcendentne piękno Haydnowskiej wizji, hymniczna żarliwość muzyki Stworzenia świata była uniwersalna – to jeszcze jedna cecha charakterystyczna tamtej epoki. Haydn zresztą starał się ten uniwersalizm jeszcze wzmocnić, chciał dotrzeć, również w warstwie językowej, do jak największych kręgów odbiorców. Uważał, że dzieło powinno być wykonywane w języku, który rozumie publiczność. Za jego życia oratorium wystawiane było w całej Europie po angielsku i niemiecku, w przekładach przez Haydna zaakceptowanych – francuskim i włoskim, ale również w tłumaczeniach czeskim, węgierskim, rosyjskim czy szwedzkim. Sukces, który również dzięki temu oratorium odniosło, chyba nie ma swojego odpowiednika w historii muzyki.
Języki oryginalne, czyli angielski i niemiecki. W tych dwóch językach dziś zwykle wykonuje się Stworzenie świata. I trudno rozsądzić, która wersja jest bardziej uprawniona, ponieważ Haydn pracował nad muzyką posługując się obiema. Tekst angielski, na podstawie którego baron Gottfried van Swieten stworzył libretto niemieckie, co prawda zaginął i nic na jego temat nie wiadomo, a Haydn nie znał, czy też nie pamiętał nawet nazwiska jego autora, ale według angielskiej tradycji był to tekst sporządzony przez Thomasa Lindleya na podstawie Księgi Genesis i Raju utraconego Miltona, przeznaczony dla samego Haendla. Haydnowski autograf Stworzenia świata również zaginął, ale zachował się pierwodruk z 1800 roku z tekstem niemieckim van Swietena i angielską wersją wydrukowaną dość swobodnie nad partiami wokalnymi, z dodatkowymi, drobnymi nutami, które dostosowywały rytm recytatywów i arii do języka angielskiego. To prawdopodobnie wersja samego barona van Swietna, który swój niemiecki tekst ponownie przełożył na angielski. Jak pisze w książeczce dołączonej do płyty Paul McCreesh, przekład to nie zawsze satysfakcjonujący, często dość niezręczny, w wielu miejscach po prostu nie odpowiada muzyce. Zdarzają się również po prostu błędy w tłumaczeniu. McCreesh na potrzebny nagrania dokonał rewizji wersji angielskiej, starając się pozostawić z oryginału tak wiele, jak było to możliwe, dbając również o zachowanie linii melodii.
Bardzo lubię powracać do tej interpretacji, którą McCreesh z Gabrieli Consort & Players nagrał dla Deutsche Grammophon. Jest wyjątkowa, bo dyrygentowi udało się zachować równowagę między dbałością o piękno brzmienia a teatralnością tej muzyki, jej efektownością i jej retoryką. Wizja McCreesha jest bardzo plastyczna – to w końcu w dużej mierze muzyka ilustracyjna; jest dramatyczna – w sensie akcji, która toczy się w dziele; jest wreszcie perfekcyjna pod względem czysto muzycznym. Zespoły McCreesha brzmią fantastycznie, w czym duża też zasługa znakomitych solistów – czołówki śpiewaków specjalizujących się w repertuarze XVIII-wiecznym. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że McCreesh postanowił zachować monumentalność brzmienia, która wpisuje się w angielską tradycję oratoryjną. Gabrieli Consort and Players, a także Chetham’s Chamber Choir występują tu w ogromnym składzie: chóry liczą ponad 90 osób, a orkiestra ponad 100. W podobnie wielkim składzie na tegorocznych londyńskich Promsach zabrzmi oratorium Eliasz Mendelssohna. Czekam z niecierpliwością na wrocławskie wykonanie w Katedrze Polskokatolickiej. To będzie naprawdę wielki finał tegorocznej Wratislavii.
Piotr Matwiejczuk jest muzykologiem i krytykiem muzycznym, pracuje w Redakcji Muzycznej Programu 2 Polskiego Radia.























Trackbacks