Wstrzymałem oddech przed rozpoczęciem Festiwalu – to też. Poza tym próbuję zaaklimatyzować się we Wrocławiu (co akurat trudne nie jest), ale przede wszystkim rozejrzeć w okołofestiwalowych sprawach, umówić na rozmowy z artystami, sprawdzić dokładnie co, gdzie i kiedy się odbywa. Już raz zdarzyło mi się przecież pocałować klamkę Filharmonii Narodowej i nie zdążyć na koncert, który odbywał się, akurat wtedy, w Teatrze Wielkim. A we Wrocławiu w końcu trochę kościołów zbudowano…
fot. Olga George
A więc koniec blogowej prozy poetyckiej, czas na prozę życia festiwalowego. Zwłaszcza, że deszcz w tym roku zawiódł i nie padał. Dolny Śląsk przywitał mnie pełnią lata, które aż tak „słodkiego smutku” jak wczesna jesień nie wywołuje. W związku z tym porzuciłem nawet Lenę Willemark, na rzecz… Jeśli kto zainteresowany, niech pyta. Odpowiem!
Obserwowanie pracy ekipy przygotowującej Wratislavię, a właściwie tylko jej części (bo przecież gdzieś po mieście krążą choćby producenci koncertów, pilotujący artystów) jest zajęciem angażującym i ciekawym. Nie mogę nadziwić się, jak to się dzieje, że cała ta maszyneria funkcjonuje jak należy. Zastanawiam się też nad tym, jak dawniej – w czasach maszyn do pisania, telefonów stacjonarnych, faksów, stosów papieru – udawało się opanować taki ogrom spraw ważnych i sprawek niby nie istotnych, bez których jednak maszyneria mogłaby się zaciąć. Ale w końcu radio, jeszcze nie tak dawno, kiedy do niego przyszedłem w latach 90., taśmami i magnetofonami stało. A że w cięciu i klejeniu taśmy można było dojść do wielkiej wprawy, myślę, że nawet wprawne ucho miałoby problemy z odróżnieniem montażu magnetofonowego od komputerowego.
Wrocław… jak zwykle urzekający, zwłaszcza w skośnych, jeszcze gorących promieniach wrześniowego słońca. W starych miastach, które nie przeżyły katastrofy takiej jak Warszawa, zawsze najbardziej wzruszają mnie detale. Wczoraj, na którejś z ulic nieopodal rynku, zauważyłem piękne granitowe płyty chodnikowe. Wyglądały tak, jakby pamiętały co najmniej początek XX wieku – na krawędziach wyślizgane milionami butów, na środku trochę porowate. Wspaniałe jest to, że leżą do dziś i opowiadają – tym, którzy chcą słuchać – historię swego miasta.
Prawdziwy opowiadacz historii wystąpi dziś w nocy, inaugurując tegoroczną Wratislavię. Benjamin Bagby. Jak mówiła mi moja radiowa koleżanka, Magdalena Łoś, pasjonaci muzyki dawnej w Polsce dzielą się na tych, którzy Bagby’ego słyszeli przed laty w Jarosławiu, i na tych, którzy jeszcze zaszczytu tego nie dostąpili. Pisze o tym zresztą w swoim tekście zapowiadającym koncert w Filharmonii Wrocławskiej. Na stronach Festiwalu można też przeczytać rozmowę z Dorotą Kozińską, która współpracowała niegdyś z Barbarą Thornton, wraz z Bagbym współzałożycielką zespołu Sequentia.
Ponieważ Bagby’ego i jego Beowulfa nigdy na żywo nie słyszałem, z tym większą niecierpliwością czekam na nocny koncert i mam nadzieję, że również – jak Magdzie przed laty – będzie mi dane „przejść na drugą stronę lustra”. Przy okazji sprawdzę na żywo, a nie tylko na zdjęciach, na czym właściwie gra Bagby. Harfa to, czy może jednak lira? Czym różni się jedna od drugiej? Zagadka trudna nie jest, choć na festiwalowym profilu facebookowym, gdzie toczyła się dyskusja o instrumencie Bagby’ego, odpowiedź na to pytanie nie padła.
Jedno tylko mnie martwi – jak dla mnie nieludzko późna godzina rozpoczęcia koncertu. Na pociechę przypominam sobie zdarzenie z pewnego festiwalu opowiadaczy. Artystka, która zamierzała opowiadać jakiś poemat epicki i to w bardzo obcym języku, na początku występu uspokoiła słuchaczy mówiąc, że będzie jej bardzo miło, jeśli zaśniemy. To bowiem zaświadczy najlepiej o naszym dobrym samopoczuciu. Obawiam się co prawda, że Benjamin Bagby tak wyrozumiały nie będzie, choć z drugiej strony przypuszczam, że z emocji nie zasnę nie tylko na koncercie, ale jeszcze długo po nim.
Piotr Matwiejczuk jest muzykologiem i krytykiem muzycznym, pracuje w Redakcji Muzycznej Programu 2 Polskiego Radia.























4 odpowiedzi
Chciałbyś skomentować?
RSS komentarzy i TrackBack URI ?
Trackbacks