Termin „Atlantyda Północy” ukuł Kazimierz Brakoniecki, poeta, eseista, założyciel Wspólnoty Kulturowej „Borussia”. Nazwa ta oznacza świat dawnych Prus Wschodnich, który bezpowrotnie zniknął. Za którym tęsknimy, ale którego powrotu nikt rozsądny przecież by nie chciał. Z obecnością i nieobecnością, z teraźniejszością i przeszłością, z byciem i nie-byciem jest chyba tak, że trzeba nie być, by chcieć zacząć być. Prościej rzecz ujmując – kiedy tracimy, dopiero orientujemy się co tracimy. Nawet jeśli – tak jak w tym przypadku – nigdy tego czegoś nie posiadaliśmy. Dostaliśmy w (pewnie nawet niechcianym) spadku już minione, zniszczone, zatopione. To dziwny mechanizm – zastanawiam się nad tym, ilekroć pochylam się nad zardzewiałymi, pogiętymi żeliwnymi krzyżami albo ogrodzeniami na cmentarzach tej dziwnej, Północnej Krainy. I myślę, że gdyby one nie były tak pordzewiałe i tak powyginane przez czas i złych ludzi, to pewnie nie wzbudzałyby takich uczuć. Nie byłyby tak tajemnicze i piękne.



Dom przedpogrzebowy na cmentarzu żydowskim w Olsztynie, fot. Żbiczek

Zagadnienie skomplikowane, do rozważania w innym miejscu i czasie. Skąd wzięło się tutaj? Z patrzenia. Świat „Atlantydy Północy” uosabia między innymi Erich Mendelsohn. Jeden z gigantów architektury XX wieku. Widzę skromniutki, szary, biedny nawet, choć kryjący w środku prawdziwie niezwykły skarb, żydowski dom przedpogrzebowy – jego pierwszy zrealizowany projekt, obok nieistniejącego już dziś kirkutu w (naszym) rodzinnym Allenstein. Widzę też jego pyszną realizację wrocławską, szczęśliwie nie zatopioną w odmętach historii, błyszczącą dawną świetnością. Czy też raczej świetnością jak najbardziej współczesną, bo jego Dom Towarowy, zaprojektowany dla Rudolfa Petersdorffa, stojący nieopodal wrocławskiego rynku nie zestarzał się ani trochę. Kiedy dwukrotnie jechałem do Wrocławia z Leną Willemark w uszach, dwukrotnie padał wieki deszcz. Kiedy dotarłem na miejsce – wyszło słońce i w jego promieniach znów obejrzałem strzelisty, ceglany gotyk i opływowy, miękki dom Mendelsohna. Wizjonerski, wyrafinowanie elegancki, genialnie nowoczesny, bo to nowoczesność nieprzemijająca.


Dom Towarowy Rudolfa Petersdorffa we Wrocławiu, fot. kudelin


Tak oto, jadąc na południe, jednocześnie poruszałem się w północną stronę. Ale też tam, po północnej stronie, sytuuję zawsze Bacha i Bachów – nawet jeśli musiałbym spoglądać w dół mapy, by znaleźć miasta, w których żyli. Czuję ich północnoniemieckie zwątpienie i nadzieję. Ich „borykanie się”, ich potyczki z życiem i wiecznością. Słyszałem to wszystko w interpretacjach pewnego dyrygenta z północy, o czym następnym razem. Słyszałem w opowieściach Oswalda von Wolkensteina i pieśniach celtyckich, które „Głos Anioła” wyśpiewywał pod gotyckimi sklepieniami wrocławskiego ratusza.



Piotr Matwiejczuk jest muzykologiem i krytykiem muzycznym, pracuje w Redakcji Muzycznej Programu 2 Polskiego Radia.

1 odpowiedź


Chciałbyś skomentować?

RSS komentarzy i TrackBack URI ?


Skomentuj!